W 1975 roku, w laboratoriach firmy
Eastman Kodak, opracowano pierwszy na świecie aparat cyfrowy. Prototyp był wielki niczym toster i robił czarno-białe zdjęcia o rozdzielczości 10 tys. pikseli. Kodak miał wówczas 90 proc. rynku filmów i 85 proc. rynku aparatów, które służyły głównie do zarabiania na filmach...
Naciśnij przycisk - my zajmiemy się resztą - głosił słynny slogan firmy założonej w 1880 r. przez urzędnika bankowego z USA George'a Eastmana. Przedsiębiorstwo rozwijało się - dzięki innowacjom - bardzo dynamicznie. Kodak był wszędzie - produkował filmy do fotografii i kinematografii, maszyny i odczynniki chemiczne do ich wywoływania. Od niego zaczęła się amatorska fotografia, bo sprzedawał aparaty po przystępnych cenach, zarabiając na filmach. W latach 60. niepodzielnie rządziły aparaty Instamatic - w ciągu siedmiu lat Kodak sprzedał ich ponad 50 mln. W szczytowym okresie dla koncernu pracowało ponad 140 tys. osób, żółto-czerwone logo stało się symbolem fotografii, także dla mas.

Co ciekawe, na początku XXIw cyfrówki Kodaka sprzedawały się w USA najlepiej. Problem polegał na tym, że dla firmy cały czas ważniejsze były filmy do zdjęć, które jeszcze w 2004 r. przynosiły ponad połowę przychodów. Udziały Kodaka w rynku fotograficznym szybko jednak spadały - amerykanie najpierw polubili filmy Konica i Fujifilm, a później cyfrowe aparaty Canona, Nikona i innych producentów.
Zarząd firmy zignorował cyfrową rewolucję, tłumacząc się, że firma stawia na drukarki cyfrowe, kioski i tzw. dry laby do wydruku zdjęć. - Chcemy wprowadzić na rynek sprzęt, który pozwoli w domu drukować książki, magazyny i inne dokumenty w wysokiej jakości, niczym nieodbiegające od komercyjnych odpowiedników. Wierzymy, że będzie to rewolucja na rynku drukarek - mówił w 2010r wiceprezes Eastman Kodak.
Balansując na krawędzi bankructwa, Kodak walczy z czasem. Firmie, która przez byłych pracowników określana jest jako Apple czy Google swoich czasów (jako jedna z pierwszych wprowadziła ona zwyczaj dzielenia się zyskami z pracownikami, lecz także ściągała największe talenty z całego kraju i nie tylko) grozi usunięcie z Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych (NYSE). Wartość akcji firmy - wycenianych na ponad 80$ pod koniec lat '90 XXw - dziś oscyluje wokół 40centów. Jeśli firma nie przekona do siebie inwestorów w ciągu 6 miesięcy i akcje nie wrócą ponad 1$, Kodak zostanie usunięty z NYSE.
Firma zapewnia, że w przyszłym roku wyjdzie na prostą. Być może, przed bankructwem ratują ją... innowacje z minionych lat zamienione na patenty. Kodak ma 11 tys. patentów, część wystawił na sprzedaż (eksperci ich wartość wyceniali na 3 mld dol.). Zarabia na licencjach - do 2008 r. przyniosły one firmie 2 mld dol. Zażądał też od producentów aparatów i telefonów, by płacili mu za wykorzystywanie rozwiązania, które pozwala użytkownikom na podgląd kadru przed zrobieniem zdjęcia. Od Samsunga i LG wygrał 950 mln dol.
Dziennik
The Wall Street Journal, poinformował, że jeśli Kodakowi nie uda się sprzedać patentów, to złoży wniosek o ogłoszenie upadłości. Ten ruch ma ułatwić firmie restrukturyzację firmy i daje szanse na przetrwanie.